|
Może nie zabrzmi to zbyt patriotycznie, ale jakoś nie bardzo wierzę w polską scenę techniczną. Nie ze względu na brak talentów, ale przede wszystkim z powodu ograniczonych możliwości rozwojowych, spowodowanych brakiem środków finansowych lub za mało rozwiniętą sceną techniczną w Polsce.
Są jednak ludzie, którzy mimo tych wszystkich niedogodności potrafią się odnaleźć i stworzyć coś od zera. Takim człowiekiem jest właśnie Marcin Czubala, czyli żywa legenda środkowo-europejskiej sceny technicznej. Pytaniem jest, czemu tak strasznie się o nim rozpisałem?? Otóż na własne uszy mogłem podziwiać jego geniusz, a wszystko to dzięki Public Club'ie. Jeśli mam być szczery, to to, co zobaczyłem w środku przyprawiło mnie o przerażenie. Do klubu dotarłem około 23'ej i na parkiecie było wtedy może... 20 osób :/. Fakt, klub ten może niezbyt pasuję do house'owych klimatów, ale żeby tak sprofanować naszą gwiazdę?? A gwiazda, jak na gwiazdę przystało... Dał popis ten nasz Marcinek :). Nie dość, że jako jedyny ze wszystkich grających wbił się muzycznie w nazwę imprezy (Tech-House Night) to jeszcze zrobił to z takim impetem i rozmachem, że przez cały jego set nie mogłem spokojnie usiąść. Niestety, nie kojarzę jego muzyki na tyle, aby wymienić tu utwory jakie grał, ale obiecuję, że po tej nocy nadrobię zaległości i to z nawiązką!! Po prostu pan ten za pomocą laptopa zmiótł mnie z powierzchni Ziemi. Po raz kolejny przekonałem się, że muzyka prezentowana podczas live act'u ma w sobię dużo większą moc niż ta grana z winyli. Co więcej, właśnie w tym kierunku chyba się rozwija... Jak dla mnie bomba :). |