StartNewsImprezyVideoGuestbookLinkiKontaktPocztaVinyl-ShopGaleria
No Gravity - Nick Warren - Klub Klatka - Warszawa PDF Drukuj Email
Wpisał: Adrian Jagieliński   
11.02.2005.
Tak oczy Cie nie mylą!! - tymi słowami zaczynała się krótka notka biograficzna znajdująca się w reklamujących przyjazd Nicka Warrena artykułach. I nie jest to wcale dziwne, bo naprawdę rzadko kiedy można usłyszeć gwiazdę tego formatu w tak niewielkim klubie. O tym jakim jest artystą świadczyć może chociażby to, iż na scenie jest już od... przeszło 15 lat!! I wciąż zaskakuję, o czym miałem przyjemność przekonać się pewnej piątkowo-sobotniej nocy.      
Całe wydarzenie odbyło się 11 lutego w warszawskiej Klatce. Jest to dość kameralny klub w którym gdy przyjdzie 400 osób to jest naprawdę tłoczno. Wyobraźcie więc sobie jaki był ścisk gdy tych osób było ponad 500!! Dancefloor zmienił się na tę noc w tłocznie, która za pomocą silnika (czyli grających DJ's) wyciskała z nas klubowiczy ostatnie soki.
Pierwszy był Easy, czyli legenda polskiej sceny house'owej. Niestety nie do końca wiem jak zagrał, bo przyszedłem dopiero pod koniec jego setu. Kończył progresywnie, ale stojąc w kolejce przed wejściem słyszałem np. 'At Night' czyli rasowy funky-house'owy szlagier. Po nim przyszła pora na Marka Holmes'a czyli pierwszego gościa rodem z wysp brytyjskich. Ten zanim zaczął grać nakręcał tańczących swoim uśmiechem i okrzykami niczym rasowy mc. Zagrał dobrze, wręcz bardzo dobrze. Trochę szkoda, że nie puścił chociaż jednego breakowego numeru, bo z nich właśnie zasłynął, ale house w jego wykonaniu też smakował wyśmienicie. Momentami lekko progresywny, ale w przeważającej mierze były to dość brudne i szalenie energetyczne dźwięki.I nagle... stało się!!
Przyleciał Nick Warren. Najpierw pochodził, pozwiedzał, napił się piwa, a wszystko to po chyba tylko po to by w perfekcyjne sposób wyczuć parkiet. Już od pierwszego numeru jaki zgrał nie można było usiąść. W iście mistrzowskim stylu zmieniał natężenie dźwięków i cudownie budował atmosferę raz po raz otrzymując gromkie brawa podczas breakdownów... Po pół godzinie tłum szalał i wył z radości, a to dopiero początek!! Przez cały czas swojego grania zaskakiwał mnie nagłymi zmianami tempa, przez które nie dało zejść się z parkietu. Zaczął strasznie progresywnie, momentami dosyć ckliwie, momentami mrocznie. Po około półtorej godziny grania zaczęły lecieć mocniejsze i bardziej energetyczne odmiany house'u, aby przejść poprzez breaki w... acid house.
Przyznam się iż sam byłem w szoku i zacząłem skakać jak szalony gdy usłyszałem KLF bądź Hardfloora, a było to grubo po godzinie 4-ej. Patrząc na bohatera wieczoru i jego zmarszczki oraz brzuszek można było odnieść wrażenie, że zabawa szybko się skończy. Otóż nic bardziej mylnego!!
Gdy wychodziłem z klubu o godzinie 5 zaraz po wspaniałej przeróbcę 'Anarchy in UK' Nick bawił się w najlepszę. Też bym tak chciał, niestety... miałem inne obowiązki
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Menu główne
Start
News
Imprezy
Video
Guestbook
Linki
Kontakt
Poczta
Vinyl-Shop
Galeria
Artykuły
Recenzje
Relacje
Konkursy
Kluby
Biografie
top of page
© 2012 Freakinsound.com - Are You Freaked Enough?? - techno music, imprezy, fotki, tech house, vinyle, płyty, recenzje, nowości, house music Design by www.e-creation.pl
E-Creation - Strony WWW | DJ Phonk | Katalog stron internetowych | Rod-Trans Bis s.c. | Wydruk | Darmowy Katalog Stron Www | Odzież Ciążowa | Plakat | Kursy, Paznokcie