|
No Gravity - Luke Fair - Klub Klatka - Warszawa |
|
|
|
|
Wpisał: Adrian Jagieliński
|
|
26.02.2005. |
|
Gdy No Gravity zaprosiło do stołecznej Klatki Nicka Warrena byłem wniebowzięty, ale gdy dowiedziałem się, że już w dwa tygodnie później za sprawą tych samych ludzi i w tym samym klubie pojawi się Luke Fair po prostu odpłynąłem. Postać ta niestety nie jest znana polskiej publiczności owocem czego była niska frekwencja. O wielkości gwiazdy może świadczyć fakt, iż już parę lat temu jego utwory grali np. John Digweed, Danny Tennaglia czy Deep Dish a DJ Magazine określił go mianem “one of the faces to watch in 2002” (człowieka godnego uwagi w 2002 roku).
Do tego można dodać iż w roku 2004 wydał dwa wspaniałe promo miksy (wiosna, jesień) i (wespół z Desynem Masiello) kompilację dla Yoshitoshi, które niemalże powalały na kolana kolejnych słuchaczy i zrobiły niemały zamęt na housowej scenie. Mając w głowie właśnie te dwa miksy dotarłem do klubu około 22-ej. Na samo wejście przy sterach stał Hypno zagrzewając nas ciepłym i nieco wokalowym downtempo przechodząc przez nieco cięższy house w stylu Paolo Mojo zakańczając jednym z kawałków Coldplay co zebranych ludzi wpędziło w euforię. Marka jego dotarła do mnie na długo przed tą imprezą, jednakże dopiero teraz mogę z czystym sumieniem stweirdzić iż jest wielki - słyszałem go na żywo. A grał dla niewielu więcej niż 20 osób (w szczytowych momentach). Luke Fair - przyjechał, zobaczył, zdobył. Dokładnie. Począwszy od pierwszej minuty aż do ostatniego dźwięku raczył zebranych housem najwyższych lotów. Mimo iż to co prezentował na początku nie jest tym co kocham najbardziej to i tak stwierdzenie iż mną zawładnął jest jeszcze nie wystarczające. Poprzez funkowe wokale przeszedł z subtelnych i miękkich, iście instrumentalnych kawałków do brudnych i soczyście tanecznych utworów. Około trzeciej godziny grania do jego repertuaru wkroczyły kwaśne dźwięki. Po latach przymusowego słuchania acid techno nie przechodzą one łatwo przez moje uszy, ale w housie brzmi to trochę inaczej... Brzmi świeżo. Wydaje mi się, że historia zaczyna zataczać koło i acid house powróci. Jeśli stanie się tak za sprawą Faira, to... jestem jak najbardziej za!! Ostatnia godzina grania to nic innego jak dobrze znane i trochę już osłuchane progresywne dźwięki. Jednakże... dźwięki z najwyższej półki. Takimi dźwiękami swój występ zaczęli Leon i Peres, którzy coraz częściej zaczynają grać back to back. Leon aby uczcić godny pozazdroszczenia set gwiazdy zaczął jednym z jego autorskich kawałków. Jak wspominałem wcześniej - znakomitych. |