|
Kiedy ostatnim razem dane mi było bawić się na imprezie z cyklu No Gravity, organizowanej w warszawskiej Klatce,a było to podczas występu Nicka Warrena, wyniosłem stamtąd ogrom emocji, które musiałem zaszczepić wszystkim spotkanym następnego dnia osobom. Postanowiłem więc wybrać się i tym razem i podpatrzeć pioniera amerykańskiej sceny progresywnej, Chrisa Fortiera! Kto nie był...- niech żałuje.
Ale powoli: pierwszy za deckami stanął Kania, który od samego początku zaczął grać ciężki i mroczny progressive. W moim subiektywnym odczuciu trochę za ciężki jak na poczatek imprezy, ale to pewnie tylko moje odczucie. Ludzie się schodzą, Klatka robi się ciaśniejsza a za deckami staje Leon, który porywa wszystkich zebranych i prowadzi aż do występu oczekiwanej gwiazdy. Co więcej miksował również produkcje Fortiera tak jakby chciał zaprezentować nam swojego następce, którego nie trzeba było prosić by włożył słuchawki.
Breakowe dźwięki, którymi raczył na samym poczatku zadziałały jak magnes i przyciągały wszystkich zebranych jak najbliżej dj'ki. Później było już tylko lepiej! Obok przeważającego oczywiście progressive'u dało się usłyszeć także kilka house'owych numerów, w tym na przykład "the world is mine" Davida Guetty. Ponad trzygodzinny set Amerykanina mógłby być instruktarzem, świetnego technicznie, doskonałego pod względem dobiernia kawałków, zmieniania płyt. Uniesiony kilka centymetrów w góre poprzez muzykę Mistrza zbliżałem głosnik telefonu jak najbliżej dj'ki, by podenerwować leżących w tym czasie w łóżeczku znajomych - niech sobie plują w brodę.
Był to też dobry pretekst do odpoczynku, bo wiedziałem że po wspaniałym show Fortiera, energetyczna Diana nie da nikomu usiąść. I chociaż na parkiecie nie było już takich tłumów jak wcześniej nie myliłem się. Setowi naszej rodaczki przysłuchiwał sie również Fortier, odpoczywający przy barze w towarzystwie Leona.
Przy remixie 'cry me a river' Timberlake'a i mnie się zachciało płakać, bo przypomniało mi się, że trzeba już wracać. Dudniące ściany Klatki odprowadziły mnie na przystanek... |