|
Jeszcze jakiś czas temu żyłem w przekonaniu, że aby usłyszeć gwiazdę światowego formatu muszę wyjechać do Londynu. Ostatnie miesiące na polskiej scenie klubowej przekonują mnie jednak do tego, że w naszym pięknym kraju odbywają się imprezy o najwyższej jakości. I to w wielu jego zakątkach. Jednym z nich na dwa dni stała się bydgoszcz, a wszystko to dzięki organizatorom jednego z największych klubowo-plenerowych przedsięwzięć tego roku. Mowa tu oczywiście o festiwalu Outdoor Clubbing Experience zorganizowanym we współpracy z jedną z najlepszych angielskich organizacji, czyli Godskitchen.
Nie sposób opisać tego co zaprezentowali wszyscy artyści biorący udział w owym wydarzeniu ponieważ muzyka płyneła jednocześnie z kilku scen. Sam przyznam się bez bicia, że musiałem zrezygnować z piątkowej imprezy przygotowując siły na sobotnią ucztę muzyczną. I nie zawiodłem się!! Już w chwilę po przybyciu skakałem na skąpanej w słońcu ziemi patrząc jak swoimi umiejętnościami popisuje się Fresh. Artystą jest nie banalnym o czym przekonałem się po raz kolejny. Tyle ze sceny house'owej :). Nie spędzałem tam czasu, bo go po prostu... nie znalazłem. Na scenie godskitchen zaczynał grać Angelo Mike a w namiocie progressive back 2 back szaleli Leon z Peres'em. Wybrałem tych drugich i ani na chwilę się nie zawiodłem, choć przyznać muszę, że czasem na chwilkę gnałem posłuchać dobrego trance'u. Po owym trance'ie nastał czas na Hypno, który dzielił sprzęt z Paulem Thomasem. Wszystko to trwało trochę dłużej niż z zamierzenia, bo do Polski nie doleciała największa gwiazda imprezy. Zachowania pana Sandera nie zamierzam komentować z wiadomych względów (oświadczenie organizatorów na stronie głównej naszego serwisu). Nie ujmuje to jednak nic z atrakcyjności eventu, bo jego czas po połowie przejeli wspomniani przeze mnie wcześniej panowie i Fergie, który pokazał to, że obchodzenie się ze sprzętem nie jest mu obce. Swoimi sztuczkami technicznymi raz po raz dzisiątkował nasze głowy i miażdżył je na wszystkie sposoby. Chociaż nie jestem wielkim fanem techno, to pan ten wprost zmusił mnie do tańca!! Przez to ominąłem występ holenderskiego producenta C-Jay'a, ale o tym za chwilę. Po angielskim lordzie techno za konsoletę wkroczyła polska miss progressive'u, czyli Marika. Jak na miss przystało zagrała porządnie, ale po techno fergie'go jej muzyka brzmiała dosyć nudno i nie ciekawie, więc wróciłem do namiotu, któremu patronował SoundRevolt, gdzie do tańca (o 5 rano!!) ludzi porywał Cube. Był to pierwszy raz kiedy usłyszałem tego dość niskiego ;), ale wielkiego duchem DJ'a. Mieszanka numerów jakimi raczył moje (i zebranych koło mnie ludzi) uszy była tak dobrana i tak spójna, że z czystym sumieniem w tej chwili bije mu za to brawo. I to gromkie brawo. Jeśli chodzi o progresywny namiot to na uwagę zasługuje jeszcze Nigel Marcussen, który dość oryginalnymi i nie słyszanymi jeszcze przeze mnie kawałkami zagorzewał ludzi do tańca tuż przed Cube'm. Poza tym Jonathan Lisle, czyli prog breaks w jak najlepszym wykonaniu, chociaż nawet najlepsze nie jest tak dobre jak... mix w wykonaniu Anthonego Pappy. Argentyńczyk pokazał mi po co tak naprawdę do Bydgoszczy pojechałem. Przyznam się, że po jego marcowym promo wybierałem się tam właśnie dla niego. Spodziewałem się najlepszego, ale wolnego i dość ospałego, a dostałem... kopa!! Mimo iż grał o jakieś 10, 15 uderzeń wolniej od Fergiego to właśnie jego set można uznać za najbardziej energetyczny na całej imprezie (nie słyszałem setu Coombs'a a podobno też był niczego sobie). Nie dość, że jego profil muzyczny najbardziej odpowiadał mojemu gustowi to jeszcze to co robił łącząc dwa numery ze sobą przechodziło ludzkie pojęcie. Tego, że kończy się jeden a zaczyna drugi nie było słychać!! Breakdown... Jedni pozwalają mu popłynąć, inni wchodzą z sekcją rytmiczną, jeszcze inni bawią się faderami... A on?? Wykorzystując techniczne możliwości tzw. tysiączki pioneer'a bawił się nią niczym perkusją. Jak na argetyńczyka przystało wszystko zaserwowane z iście latynoską fantazją i ku uciesze zgromadzonych fanów. To co usłyszałem przez te dwie godziny utkwiło mi w pamięci na tyle, że występ ten specjalnie zostawiłem sobie na koniec relacji... Tylko po to, by nastroić się pozytywną energią po trudach dnia. Festiwal jak najbardziej na piątkę!! I to z wielkim plusem :) |