StartNewsImprezyVideoGuestbookLinkiKontaktPocztaVinyl-ShopGaleria
Advertisement
Heineken Open'er Festival - Open Air Festival - Gdynia PDF Drukuj Email
Wpisał: Adrian Jagieliński   
08.07.2005.

Wyobrażaliście sobie kiedyś by marka piwa mogła kojarzyć się z muzyką?? Otóż polityka reklamowa Heinekena spowodowała właśnie takie zamieszanie w mojej głowie. Nie dość, że stojąc w sklepie do tej pory miałem na półce z piwem wspomnienia z pięknego występu Oakenfolda, kilku imprez Mariki, co prawda średniego, ale jednak Tonga i sety wybranego przez niego Progressa (ostatnio Fangsticka) to dołączyła do tego impreza ze Skweru Kościuszki... 

Patrząc na sam przed imprezowy line-up domyślacie się pewnie, że jest co wspominać i po złocisty napój firmowany nazwą Heineken będę sięgać jeszcze częściej...

Dzień pierwszy (piątek):
Niestety ze względów czysto technicznych (brak biletów PKP) nie dojechałem na Snoop Dogg'a, ale widziałem później kordon poruszających się samochodów wraz z nim wystającym z jednego z samochodów, więc jakby nie było gwiazdę zobaczyłem:). Zaraz po nim występowali Faithless i mówiąc szczerze właśnie ich występu oczekiwałem najbardziej. Ogromna dawka energii serwowana nam ze sceny raz po raz zmuszała mnie do tańca. Znakomity kontakt z publicznością jaki miał Maxi Jazz niewątpliwie się do tego przyczyniał. Przeglądając różne fora internetowe dowiedziałem się, że wiało tu nudą i słychać było tylko stare przeboje. Odpowiem na to tak: słysząc "We Come One" albo "Insomnie" byłem wniebowzięty!! Co z tego, że te numery mają już kilka lat, jak wciąż działają na ludzi tak samo, czego byłem naocznym świadkiem...
I jeśli jesteśmy przy nudzie to należy zauważyć, że artysta występujący po Faithless się w żaden sposób nie postarał... Fatboy Slim (bo o nim mowa) zawsze podkreślał, że nie umie miksować i jego mocną stroną są produkcję, więc booking ten wynikał chyba z chęci udowodnienia tego. Fakt, że sztuczne ognie przy "Praise You" wyglądały niesamowicie, ale poza tym występ ten obszedł się w mojej głowie bez żadnego echa. Z echem zatem podziwiałem Boogiemafię, którzy grali w małym namiocie po zakończeniu setu pana Normana Cook'a. I porównując oba te występy doszedłem do wniosku, że jeśli chodzi o talenty to polska scena naprawdę nie wiele ustępuję światowej a nawet wreszcie zaczyna być jej integralną częścią. Miejmy nadzieję, że świat myśli tak samo :).

Dzień drugi (sobota):
Po noclegu w Elblągu, (bo w promieniu 30 km od 3miasta nie było wolnych miejsc) dojechałem do Gdyni wypoczęty, najedzony i pełen ikry. Wszystko to dzięki przeświadczeniu, że wreszcie "na żywo" usłyszę Underworld, ale powoli... Na pierwszy ogień poszła Lauren Hill, niestety mimo moich szczerych chęci do zabawy nie potrafiłem się "wstrzelić" w to, co usłyszałem. Ani na chwilę nie zadrżała moja noga, nie mówiąc już o jakimś tańcu... Wszystko to było zaprezentowane bez wewnętrznej siły i chyba tylko po to by zgarnąć (nie małe zresztą) pieniądze. Po jej występie zmieszany i pełen niedosytu zmierzyłem w stronę VIP roomu po to by choć na chwilę poczuć przyjemność tego wieczoru. Stamtąd właśnie do moich uszu dotarły dźwięki serwowane przez The Music i muszę przyznać, że wracałem na scenę w tzw. podskokach. Dzięki szybkim i energicznym gitarom serwowanym przez Stuarta Coleman'a (bas) i Adama Nutter'a znów przemówiła rockowa strona mojej duszy, a już to, co z mikrofonem wyprawiał Robert Harvey jeżyło mi włosy na głowie i wprowadzało w stan ogromnej euforii. Dodam tylko, iż pierwszą czynnością, jaką zrobiłem po powrocie do domu był zakup płyty "Welcome To The North" nagranej właśnie przez The Music.
Tak oto rozanielony przeżyłem kolejny zawód, czyli posłuchałem pierwszych kilku utworów The White Stripes. Ze sceny momentalnie zawiało taką nudą, że znów zmuszony byłem udać się do zielonego namiotu... Nie wysiedziałem tam jednak do końca, bo oto w okolicach godziny 3 zaczęło przygotowywać się Underworld. Już pierwsze dźwięki zaserwowane przez Brytyjczyków wytrąciły mnie z sennego nastroju. Dalej było już coraz lepiej. Wypisywanie tu najlepszych momentów jest iście bezsensowne, bo musiałbym numer po numerze zrelacjonować cały występ. Włączcie więc sobie "Born Slippy", oczyma wyobraźni przenieście się nad Zatokę Gdańską i nad horyzontem namalujcie wschód słońca... Ja widziałem to "na żywo"...
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Menu główne
Start
News
Imprezy
Video
Guestbook
Linki
Kontakt
Poczta
Vinyl-Shop
Galeria
Artykuły
Recenzje
Relacje
Konkursy
Kluby
Biografie
top of page
© 2012 Freakinsound.com - Are You Freaked Enough?? - techno music, imprezy, fotki, tech house, vinyle, płyty, recenzje, nowości, house music Design by www.e-creation.pl
E-Creation - Strony WWW | DJ Phonk | Katalog stron internetowych | Rod-Trans Bis s.c. | Długopisy | Lornetki | Kibice Piłki Nożnej | Baza Noclegowa | Warsaw Hotels