|
Luzztro... Chyba najdłużej działająca afterownia w naszym pięknym kraju. Dobre położenie, specyficzny klimat i coraz większa europejskość naszej stolicy sprawiają, że klub ten weekend w weekend wypełniany jest po brzegi. Z racji tego, że imprezy trwają tam niemalże non-stop nazywany jest przez niektórych „bramą do piekieł”, bądź „przystankiem przed śmiercią”.
Różnorodność, jaką tam spotkamy, zarówno pod względem publiki, muzyki i obsługi, niewątpliwie przyczynia się do popularności tego miejsca. Jako, że moje gusta w ostatnich czasach oscylują wokół minimali, tech-house’u i ambitniejszego electro zawitałem tam pewnej soboty, tylko po to, by usłyszeć obiecującego muzyka, na płytach podpisującego się Sweet‘ N Candy. Pan ten zdążył mnie już przyzwyczaić do swoich skocznych, a zarazem miłych dla ucha produkcji. Jako support występowali przed nim QB i Lady Ka. Obydwoje stanęli na wysokości zadania i skutecznie przygotowali mnie na dźwięki płynące z laptopa niemieckiego muzyka. On jako gwiazda wieczoru nie zawiódł mnie zupełnie, przez cały czas wtłaczał w nas skoczny, momentami drapieżny nawet, minimal, i niemożliwością było znaleźć kogoś z kwaśną miną. W chwili, gdy ciemna sala krzyczała z rozkoszy, na drugiej z nich, czyli barowej, pewna Dj’ka z Poznania, o której wspominałem wcześniej, zmysłowo gładziła zmysły tańczących wokół niej klubowiczów. To był jeden z niewielu momentów, gdy, poza wycieczkami po drinki, pojawiałem się tam. Tłok, jaki panował przy barze, i wokół niego, skutecznie mnie odstraszał. Po głównej gwieździe wieczoru za deckami pojawili się propagatorzy nurtu porno techno, w osobie mike’a p, hobby’ego, a także kolega z drużyny QB’a, czyli Rasp z Personelu. Chłopaki znają się na swym fachu, co udowadniali aż do południa dnia następnego. Jedynym zastrzeżeniem do ich grania jest fakt, że powtarzają płyty. Chociaż o 9 rano mało kto zwraca na to uwagę... |