|
Datę 8 kwietnia z pewnością zapamiętam na dość długo. Spragniony klubowych wibracji udałem się imprezowym autobusem na lewą (wcale nie gorszą) stronę Wisły. Skuszony możliwością spędzenia tej nocy w towarzystwie pewnego ekscentrycznego żigolaka rodem z Włoch, nie chciałem nawet słyszeć o innej opcji.
Do 'eMki' dotarłem pod koniec seta poprzedzającego występ formacji Skinny Patrini, z której muzyką miałem okazję zapoznać się poczas ich występu na Placu Bankowym podczas LeManify. Już wtedy przyglądając się im spod Słowackiego oczami wyobraźni widziałem ich w industrialnej, fabrycznej scenerii. Na ten widok nie musiałem długo czekać. Patrycja i Skórka zaprezentowali świetne show, zarówno pod względem muzycznym (intrygujące połączenie elementów electro, post punka) jak i artystyczno-wizualnym (dość ekscentryczny image). Na pewno warto to zobaczyć i każdemu, kto będzie miał ku temu sposobność, polecam, aczkolwiek wydaje mi się, że ich oryginalne brzmienie bardziej pasuje do właściwości głośników w domowym zaciszu niż klubowego soundsystemu. Zaraz po nich nadszedł czas na gwóźdź programu - live act oczekiwanego przez wszystkich Adriano Canziana. Ciekawą oprawę wizualną do niesamowitych dźwięków elektro techno, porno electro oprócz (nie)standartowych, bo szczególnie nasączonych erotyką, obrazów na rzutnikach, co zresztą stanowiło ukłon w stronę porno preferencji Adriano (widzieliście okładkę jego ostatniej płyty?), tworzyli tancerze-fakirzy. Gorąco było jednak nie tylko ze względu na fruwające ognie ale także dzięki eksperymentalnym acz wysublimowanym dźwiękom unoszącym się w powietrzu, które kusiły do jakże przyjemnego wysiłku. Muzyka na bardzo wysokim poziomie przyciągnęła nawet sporą grupkę jej wyznawców,choć spodziewałem się większych tłumów. Jednym zdaniem: nie dało się ustać! Dlatego, by chwilę odetchnąć musiałem schodzić na dół, który ze względu na zamiłowanie do drum and bass'u szczególnie przypadł do gustu moim znajomym. Co jakiś czas jednak wracałem na górę, gdzie poziom muzyki nie spadał do końca imprezy, dzięki setowi Danny'ego W., który niestety okazał się być jego ostatnim. Daniela już nie ma wśród nas ale opinia, że serwował najlepsze electro w stolicy jest nie do podważenia i zostanie na zawsze.
Pomimo kuszącej oferty dwóch innych warszawskich klubów (drum'n'bass'owa ekipa w On-Off i Highfish w Luzztrze) zdecydowanie nie żałuję swojego wyboru i czekam na kolejną perełkę z Gigolo. Może Miss Kittin? |