|
Na sobotni wieczór wiele osób ostrzyło sobie zęby. Tym razem do eMki zawitać miał kolejny przedstawiciel electro - Sthepan Bodzin. Przez niektórych jest on uważany za szarą eminencję Oliviera Huntemann'a, ale ostatnio coraz częściej o nim słychać, m.in. dzięki wspópracy zThomasem Schumacherem czy Marc'iem Romboy'em.
Line up wieczóru, zarówno na dole, jak i na górze, dobierała agencja Notopa. Wywiązała sie z tego w dość przeciętny sposób. Słabe dopasowanie dj'ów do profilu muzycznego głównej gwiazdy wieczoru i mała ilość osób jaka pojawiła się tym razem w M25, zapowiadały się mało ciekawie... Jako pierwszy na górze zaczął grać Schimek, serwując nam delikatnie łechtające electro i electro-house. Po nim na dosłownie 30 min z mocnym minimal-tech-houswym (o dziwo) bitem wszedł G-Sound. Zdecydowanie za krótko by móc go ocenić, a szkoda... bo te 30 min były jak najbardziej dobre. O 1.30 zaczął swój set Sthepan Bodzin. Początek wydywał mi się małym falstartem, jednak z kawałka na kawałek atmosfera robiła się coraz lepsza. Prezentował głównie swój materiał - dobre, mroczne electro, momenatmi wpadajęce w minimal. Poleciało kilka hitów, szczególnie kawałki zrobione z Huntemannem, które wzbudzały gorące reakcje publiki. A i po Bodzinie widać było, że gra sprawia mu wielką przyjemność. W krótkiej rozmowie przyznał, że w popularnej eMce grało mu się bardzo dobrze i, co więcej, obiecał, że następnym razem gdy zawita na Prage, zaprezentuje pełen live act:) Podsumowując - impreza raczej na plus. Zdecydowanie na plus występ Bodzina. Warta wspomnienia jest również dolna scena, na której miał dominować progressive... Przyznając szczerze: było z tym różnie. Poza tym rzadko tam zaglądałem, żeby móc coś więcej napisać... Kto następny po Bodzinie? :) |