|
Urodziny Mike'a P - Wighnomy Bros - Klub 55 - Warszawa |
|
|
|
|
Wpisał: Porno Licho
|
|
13.01.2007. |
|
Tak jak przepowiadaliśmy, sobota 13 stycznia okazała się pechowa jedynie dla tych, którzy do popularnych "piątek" jednak nie dotarli... Dotarła nasza koleżanka. Oto co miała do napisania po imprezie:
Dotarłam do 55 gdy zaczynał grac duet szczeciński czyli 3 channels : ) W pierwszym momencie chyba nikt nie zwracał uwagi na muzykę… elektro pląsało w powietrzu ale widać było oczekiwanie na twarzach ludzi którzy już dość tłumnie zgromadzili się @55. Solenizant doskonale zabawiał przybyłych już ‘braciszków’ oraz Łukasza Seligę który to szykował się do live-actu jak to później stwierdziliśmy bezsprzecznie najlepszego swojego 55wego grania :). Nawet nie zauważyłam końca gry 3 channels, Slg rozłożył sprzęt i porwał wszystkich na parkiet. Wszyscy oszaleli przy jego przewodnich szlagierach które znamy a jednak za każdym razem maja inny wydźwięk… Na tej imprezie miało miejsce cos nowego, element którym zaskoczył myślę nie tylko mnie… w którymś momencie w rytmy minimalnych stuków klików i trzasków wkradł się wokal ‘Czegoooo może chcieć od życia taki gość jak ja’ … tak tak to Ryszard Rynkowski i jego ‘Wypijmy za błędy’ … takiej owacji nie słyszałam dawno na żywo w żadnym klubie... Tak więc widok Braci łajnomi pijących wódkę i nasze zdrowie nikogo nie zdziwił : ) W ten sposób Łukasz zakończył swój set i pokłony tutaj w Jego kierunku ślę. Do gry zabrali się braciszkowie, na początku powoli mieszając dźwięki, w ten ich typowy ostatnio styl przemieszania housu electro techno i minimalu w ostrej i niejednolitej rytmice :) właśnie to jeszcze bardziej rozgrzało zgromadzoną publikę. Raz po raz słychać było zachwyt na parkiecie przejawiający się krzykiem oklaskami oraz dosłownie gwizdami bo jak tu przebić się przez takie dźwięki Wg mnie punktem kulminacyjnym był remix underworld’a czyli Codys Schuettel Overtuere. To był moment gdy już nic oprócz muzyki nie miało znaczenia … pałac płynął…
Kilka godzin intensywnej gry, powoli ludzie zaczynali się rozchodzić by zatwardziali melomani mogli dalej delektować się dźwiękami… aż tu nagle… padł prąd … tak tak padł prąd , ale nie było co załamywać rączek… : )
Impreza wraz z całą świtą oraz ‘gwiazdami’ nocy przeniosła się na drugą stronę luzztra gdzie muzyczna uczta trwała do późnych godzin wieczornych… : ) |