|
Wpisał: Adrian Jagieliński
|
|
15.04.2005. |
|
Wytwórnia Toes In The Sand od początku swego istnienia specjalizuję się w progressiv'ie najwyższych lotów, i to w tej najlżejszej odmianie. Słuchając każdej z kilku wydanych płyt można odnieść wrażenie, że pod stopami ma się piasek a przed nami rozciąga się bezmiar oceanu...
Nie inaczej jest i tym razem. Duet Alican & Soner przygotował nam sporą dawkę głębokich dźwięków. Zacznę może od numeru nr 2, czyli tego oryginalnego, gdzie werble przeplatane są szumem oceanu. Pierwsze co zwraca moją uwagę to właśnie lekko tribalowa perkusja do której po paru sekundach dołącza wspomniany wcześniej szum. Wszystko to wraz z lekko głaszczącym ucho basem, który pojawia się po kilkudziesięciu sekundach i tworzy naprawdę przyjemną kompozycję. Na domiar złego dostajemy potem porcję przyjemnych klawiszy i już nie ma przed nami ratunku... śpimy. Strona nr 1 to mix pana Michaela Lanninga. Pierwsza minuta brzmi jakby zaczynał się szalenie skoczny i taneczny kawałek, lecz przekroczymy tylko barierę 60 sekund i dostajemy fragment szumu z wersji original (tą basową część), co skutecznie nas od pierwszej myśli odwodzi. Chwilę później zostajemy zaatakowani jeszcze przez klawiszę (które tu są dużo bardziej wyeksponowane) i znów w głowach może pojawić się cudne rozmażenie. Co więcej - klawiszowych melodii mamy tu dwa rodzaję, więc efekt jest zdwojony. Czy lepszy?? Niewątpliwie tak.
Podsumowując - EP'ka ta idealnie nadaję się na letnie i romantyczne wieczory, bądź na długie zimowe posiadzenia i sentymentalną retrospekcję. Po prostu piękne... Link: Toes In The Sand Recordings |