|
D.O.N.S. feat Technotronic - Pump Up The Jam |
|
|
|
|
Wpisał: Adrian Jagieliński
|
|
21.04.2005. |
|
Któż z nas nie pamięta znakomitego klubowego przeboju "Pump Up The Jam" Technotronic?? Utwór ten zrobił nie małe zamieszanie na tanecznej scenie lat 90-tych pobudzając do skoków kilka klubowych pokoleń. Grany był swego czasu niemalże wszędzie, a mimo sędziwego wieku można go było usłyszeć jeszcze jakiś czas temu. Nic więc dziwnego, że niemiecki Kontor zainwestował w jego remake.
Pierwszy z utworów (D.O.N.S. Club Remake) to szarpiący nami i wyciskający siódme poty killer. Dość ciężki bit, surowe dźwięki i syntezatorowy sampel pochodzący z oryginału to tylko tło dla rozbudowanej warstwy wokalnej, która to właśnie przypomina nam złote lata 90'te. Drugi numer pierwszej płyty powierzono mało znanemu Kingdom Kome. Zaczyna się dość ciekawie - ostro i ciągnąco. Wokal, który jest tu lekko zfiltrowany nabiera innej, ciekawej barwy. Cóż z tego, jeśli chwilę potem dostajemy porcję typowo niemiecko-trance'owego synthu. Dziwny, lekko breakowy breakdown tylko potęguję uczucie niesmaku. Niby pazur, jednak nie taki o jaki mi chodziło. Przejdźmy dalej. Druga strona to dwa remiksy autorstwa pana Gian. Przy początku pierwszego z nich, czyli Crowd Is Jumpin' Mix'ie miałem wrażenie, że to "Pasilda" Afro Medusy. Wydaje mi się, że to zbieżność nie przypadkowa i miało to służyć większej popularności tegoż numeru. Jedyne co zwraca tu uwagę to przyjemne klawiszę, które jednak w drugim remiksie tej strony brzmią o niebo lepiej. A nazywa się on Wildpitch Mix. Co w zamierzeniu miał autor tej nazwy?? Nie mam pojęcia, ale po odtwórczym pierwszym i strasznie słabych dwóch następnych numerach, wreszcie mamy tu jakiś pełny pozytyw. Wspomniane wcześniej klawisze nachodzą na dość mroczny bit i sprawiają wrażenie skradania się po naszą duszę. Wszystko dzieję się dosyć szybko i wokal tak wyeksponowany gdzie indziej tu ucięty jest do samego pump up the jam - brzmi to naprawdę dobrze. Dodatkowo przerywniki serwowane nam przez remiksera skutecznie nakręcją nas do dalszej zabawy, a kwaśne dźwięki wchodzące pod koniec mogą zdziesiątkować nie jedną salę. Reasumując - nie jest to ambitna płyta, ale profil Kontora raczej skierowany jest na masy. Do mas uderza również i to wydawnictwo, bo czyż nie lubimy się bawić przy gdzieś już usłyszanych melodiach?? |