|
Wiem iż niektórzy z czytelników mogą zaszlachtować mnie za kolejną już progresywną recenzję, ale cóż zrobię, jeśli akurat ten rodzaj muzyki jest najbliższy memu sercu...
I tak oto słucham 56 już dziecka wytwórni Bedrock. Jeśli 56 to pomyślicie pewnie, że panowie Digweed i Muir do których należy owa wytwórnia wpadli już w rutynę i po prostu wydają EP'ki taśmowo. Otóż nic bardziej mylnego!!
Co prawda w historii tej wytwórni jest kilka całkowicie pomylonych pozycji, jednak kawałki Dereka Howella podane w dwóch osobno wydanych daniach smakują znakomicie... I co również ważne: nie jest to tylko moje zdanie. Pan Simon Jones pierwszą część ocenił na 10/10, natomiast jego pracodawczyni, czyli Chloe Harris, drugą na 9/10 (oboje progressive-sound.com). Co więcej wydanie to (jako całość) zajęło pierwsze miejsce w Top 20 Hernana Cattaneo. Mało?? A cóż więcej można chcieć osiągnąć wydając jakieś numery??
Pierwsza część, czyli 'You Wanna Do What' i 'In One Hand' to mocniejsza strona Deep Progressive House'u (jaki prezentuję zarówno Howell jak i ww. wytwórnia). Mamy tu (zarówno z jednej, jak i drugiej strony) doczynienia z dość tłustym i ciągnącym basem oraz z ciekawie wplatanymi i nieco rozmytymi klawiszami. Oba kawałki stanowią jakby swoje uzupełnienie i nadają się do zagrania w różnych momentach imprezy, także nie zdziwił bym się gdybym usłyszał je np. po sobie. Pierwszy z nich, czyli 'You Wanna Do What' nadaje się na wypędzenie ludzi z baru na parkiet, bo niesamowicie rozgrzewa publikę. Kombinacja krótkiej, łagodnej melodii z rockowo drapieżnym gitarowym samplem w breakdownie daje naprawdę piorunujące efekty!!Na dodatek dostajemy ciągnący bit i... tłum szaleje. Co do drugiej strony (pierwszej płyty) to tak jak napisałem wcześniej - jest kontynuacją pierwszej, tyle tylko, że bardziej płynącą, a wszystko to przez zfiltrowany syntezator dający lekki efekt senności i rozmarzenia. I taki był by ten numer, gdyby nie całkiem taneczny bit w jego drugiej części wchodzący po miłym i breakowym pejzażu, okraszonym w końcowej części dośc nakręcającą melodią.
Druga płyta jest jakby trochę minimalistyczna. Pierwszy z nagranych na niej wałków ('Happy to Be Sad') jest ograniczony praktycznie do bitu i zsynchronizowanych ze sobą dwóch melodii. Efekt?? Dosyć oryginalny i całkiem przyjemny chillout'owy numer. 'I Was Just Leaving', czyli drugi utwór na tym krążku przypomina mi trochę Ryukyu Underground i ich orientalne, melancholijnie taneczne melodie, czyli to co lubię najbardziej :-) |